Wpływ fluoru na zdrowie

2016-06-12
Wpływ fluoru na zdrowie

Szeroki uśmiech odsłaniający nieskazitelne uzębienie to jeden z podstawowych warunków urody. Nie łatwo go osiągnąć i zachować. Wśród drogeryjnych metod na białe zęby dominują pasty i płukanki. Ich sprzedaż jest źródłem ogromnych zysków, dlatego producenci zdeterminowani w walce o klienta, przedstawiają oferowane przez siebie produkty jako najlepsze i najzdrowsze. Wśród ich składników prym wiedzie fluor.

Fluor to środek, którego nazwę zna każde dziecko. Występuje w milionie reklam past, gdzie zachwalają go i szczerbate sześciolatki i "specjaliści" w śnieżnobiałych kitlach. Fluor przedstawiany jest jako esencja dobra. Wzmacnia zęby, chroni przed próchnicą, zachowuje śnieżnobiały uśmiech... Niestety, tak dzieje się tylko w wirtualnym świecie reklamy. Rzeczywistość przedstawia się o wiele gorzej. Można by powiedzieć - szaro, ale kolorem fluoru jest raczej brąz. Organizm, któremu dostarcza się dużo fluoru, nie jest bowiem wcale zdrowy. Zęby zaś nie robią się śnieżnobiałe. lecz... żółte - bo nadmiar tego pierwiastka objawia się początkowo lekko żółtawymi plamami, które z upływem czasu ciemnieją, aż do wyraźnie brunatnej barwy. Od tych zewnętrznych objawów gorsze są jednak procesy zachodzące w środku organizmu.

Czego nie było w reklamie, czyli skutki nadmiaru fluoru

Fluor w pewnych ilościach jest nam niezbędny. Organizm potrzebuje tego pierwiastka do prawidłowego rozwoju kości i zębów (gdzie odkłada się w postaci fluoroapatytu). Jakie są te "pewne ilości"? W przypadku osoby dorosłej odpowiednia porcja wynosi od 3 mg (kobieta) do 4 mg (mężczyzna), u dzieci od 1 do 2 mg. Taką porcję bardzo łatwo dostarczyć organizmowi - wystarczy wypić kilka filiżanek herbaty. Oprócz niej fluor znajdziemy także w fasoli, ziemniakach, marchwi, szpinaku, kapuście, sałacie oraz mące pszennej. W przypadku fluoru jednak łatwo przekroczyć linię bezpieczeństwa. Nie chodzi tu o produkty spożywcze, które raczej nie spowodują przedawkowania tego pierwiastka - lecz o stosowaną przez nas skrupulatnie w nadziei na piękny uśmiech pastę do zębów. Zawierają one

Nasz problem z fluorem polega na tym, że organizm nie radzi sobie z nadmiarem tego pierwiastka. Tylko częściowo jest on usuwany wraz z płynami ustrojowymi przez gruczoły łojowe oraz potowe - reszta odkłada się w układzie kostnym i kumuluje w skórze. A zarówno fluor jak i jony fluorkowe są toksyczne i działają drażniąco np. na układ oddechowy. Nadmiar tego pierwiastka może prowadzić do zaburzenia procesów enzymatycznych w tkankach - zahamowania oddychania komórkowego, przemiany węglowodanów i tłuszczy oraz syntezy hormonów. Konsekwencją tego są uszkodzenia kości, zaburzenia pracy tarczycy i trzustki.
Bardzo groźną konsekwencją przedawkowania fluoru jest wypieranie przez niego wapnia, co w prostej linii prowadzi do chorób związanych z niedoborem tego pierwiastka, jak na przykład osteoporozy, zaburzeń rytmu serca czy skurczów mięśni. Fluor blokuje także przyswajanie magnezu, który jest bardzo istotny dla właściwego przekazywania sygnałów w układzie nerwowym. Niedobór magnezu objawia się przewlekłym zmęczeniem, ciągłymi skurczami mięśni, rozdrażnieniem, lękami i trudnością w koncentracji, a także prowadzi do próchnicy - przed którą staraliśmy się uciec, stosując fluor.

Codzienne dostarczanie organizmowi nadmiaru fluoru prowadzi do choroby, określanej przez naukowców jako fluoroza. Jej pierwszym objawem są białe plamy na zębach. Stopniowo, z biegiem czasu, po przyjęciu szeregu następnych dawek fluoru, plamy ciemnieją i przybierają barwę żółtobrunatną. Wtedy szkliwo jest już na tyle kruche, że po prostu odpada. Wewnątrz organizmu zmienia się struktura kości - tracą one wapń, stają się bardziej kruche, podatne na złamania. Fluoroza u dorosłych prowadzi także do uszkodzenia nerwów.
Szacuje się, że na fluorozę cierpi 32 procent amerykańskich dzieci. Od lat 40. XX wieku ta liczba wzrosła o blisko 40 procent. Sytuację pogarsza fakt, że dorośli magazynują małe ilości pierwiastka (około 10 procent wchłoniętego fluoru), natomiast dzieci, których organizm cały czas się rozwija, mogą go magazynować nawet w 50 procentach.

Z nadmiarem fluoru w organizmie wiąże się także inny objaw - wydawałoby się, typowo kosmetyczny. To trądzik fluorowy (acne fluorica). Początkowo występował u pracowników przemysłu chemicznego, metalurgicznego, hutniczego, elektromaszynowego i petrochemicznego, obecnie dotyka coraz szersze kręgi osób narażonych na szkodliwy wpływ tego pierwiastka. Zmiany na skórze przypominają zwykły trądzik, lecz są bardziej zaognione i wyjątkowo uporczywe w leczeniu. Przyczyną jest drażniące działanie fluoru na gruczoły skóry i zwiększona przepuszczalność błon i śródbłonków, a co za tym idzie, większa podatność na zakażenia bakteryjne. Zwykły trądzik łatwo może przekształcić się w trądzik fluorowy pod wpływem fluorowanych kortykosteroidów, innych fluorowanych leków i składników kosmetyków  - a także na wskutek używania pasty do zębów. Łatwo sprawdzić, czy zmiany na skórze spowodowane są właśnie przez ten pierwiastek - charakterystyczne jest skupienie objawów trądzikowych wokół ust, nosa, na brodzie i na czole a także zaostrzenie trądziku po umyciu zębów. Objaw ten utrzymuje się kilka godzin, a po tym czasie skóra wraca do wcześniejszej formy.

Toksyczna pasta do zębów

Chociaż toksyczne działanie fluoru jest doskonale znane, niektórzy lekarze nie widzą nic złego w stosowaniu fluorowanej pasty do zębów. Na stronie jednego z serwisów medycznych można przeczytać: "(...) ilość pasty z fluorem nakładana przez rodzica (porcja wielkości ziarna groszku), a zjadana podczas mycia zębów przez dziecko nie jest w stanie przedawkować fluoru. Ta ilość zjadanego fluoru z pastą uzupełnia dietę, można wiec nie wprowadzać profilaktyki endogennej." Tymczasem zjadana przez dziecko pasta dostarcza szkodliwych składników, które kumulują się w organizmie powoli, lecz nieustannie.

Konsekwencją opinii o pozytywnym działaniu fluoru i braku wiedzy o możliwościach jego przedawkowania była do niedawna stosowana powszechnie w szkołach fluoryzacja. Większość z nas pamięta szkolną pielęgniarkę hojnie nalewającą na szczoteczki do zębów płyn o obrzydliwym smaku, który miał zabezpieczyć nasze zęby przed próchnicą. W Polsce ten zabieg stosuje się do dzisiaj tymczasem już w 1958 roku został potępiony przez Związek Amerykańskich Lekarzy i Chirurgów. W większości krajów Europy Zachodniej od fluoryzacji zaczęto odchodzić w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, kiedy pojawiły się pierwsze dowody na to, że fluor zamiast spodziewanej ochrony przed próchnicą zatruwa organizm i niszczy szkliwo. Był to między innymi wynik badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii, opublikowanych w "British Dental Journal": przez cztery lata prowadzono badania, w których wzięło udział 1000 dzieci. Nie stwierdzono żadnych istotnych różnic, jeśli chodzi o nasilenie próchnicy zębów, między dziećmi używającymi fluorkowanej pasty do zębów oraz tymi, które myły zęby pastą bez fluorku. Zabieg fluorowania został zakazany w 1961 r. w Szwecji i w 1964 r. w Danii, a w Niemczech zabroniono go w 1971 r. W Wielkiej Brytanii stosowano go do lat dziewięćdziesiątych, co spowodowało falę zachorowań na fluorozę. Zęby dzieci poddawanych fluoryzacji stawały się łamliwe i chropowate, a ich szkliwo uległo przebarwieniom. Efektem masowych zatruć była fala procesów wytoczonych koncernom farmaceutycznym: jedno z poszkodowanych dzieci, dziesięciolatek Kevin Isaacs, w 1996 r. otrzymał od koncernu Colgate Palmolive 1000 funtów tytułem odszkodowania.

Obecnie w większości krajów na Zachodzie Europy fluoryzacja już nie jest stosowana. Przeciwne stosowaniu fluoru są największe autorytety medyczne, jak doktor Arvid Carlsson, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny w 2000 roku, który podkreśla dysproporcję pomiędzy możliwymi skutkami przedawkowania fluoru a wątpliwymi korzyściami z jego stosowania.

Podawanie fluoru podczas zabiegu fluoryzacji jest obarczone zbyt wielkim ryzykiem. Historia medycyny zna przypadki śmierci wskutek przedawkowania preparatu lub jego nieumiejętnego stosowania - przykładem może być sprawa opisana 20 stycznia 1979 r. przez New York Times: trzyletni chłopiec, któremu posmarowana dziąsła fluorkowym żelem, zmarł na fotelu dentystycznym. Jego rodzina otrzymała odszkodowanie w wysokości 750000 dolarów.

Fluor jest ogromną pomyłką także jako składnik pasty do zębów - związek ten może mieć jakiekolwiek znaczenie zapobiegawcze jedynie w okresie tworzenia się i wapnienia związków zębowych, gdy czynne są adamantoblasty, a więc u kobiet w ciąży (u płodu), u dzieci i młodzieży. Hamowanie próchnicy zębów w okresie, gdy już wykształcone są zęby stałe jest fizjologicznie niemożliwe.
Czy zatem lepszym pomysłem jest podawanie past z fluorem dzieciom? Niestety, najbardziej znaczącą konsekwencją stosowania tego typu środków jest nie ochrona przed próchnicą, ale rosnąca fala tzw. osteoporozy przedszkolnej - powszechnie występujące wyparcie wapnia z kości i zastąpienie go fluorem. Nic w tym dziwnego - małe dzieci potrafią połknąć nieświadomie nawet do 60 procent użytej pasty, co równe jest około 0,6 mg fluoru. Taka ilość jest niebezpiecznie blisko bezpiecznej dawki, zwłaszcza, jeśli dziecko otrzymuje ten pierwiastek jeszcze z kilku innych źródeł (pożywienie, fluorowana woda, itp.).

Fluor nie jest pierwiastkiem obojętnym dla organizmu. Nie przysłużymy się sobie wprowadzając jego nadmiar do naszego ciała. Choć reklamowany jako niezwykle zdrowy i dobroczynny, w rzeczywistości jest trucizną. Wiele naszych problemów ze zdrowiem i cerą, których źródła nie potrafimy znaleźć, w rzeczywistości może mieć źródło w leżącej niewinnie w łazience tubce pasty.

Pokaż więcej wpisów z Czerwiec 2016
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel